Raz na jakiś czas, gdy planety ustawią się w odpowiedni sposób nachodzi mnie pewna myśl. myśl którą powinienem czym prędzej przepędzić dla swojego własnego dobra.....Jednakże akurat teraz, właśnie w tym dniu na wierzch wychodzi pewna masochistyczna cecha mojej osobowości, która aż podskakuje z podekscytowania na myśl że po raz kolejny staram się włożyć mokry widelec w sam środek kontaktu.
Tak więc myśl rozkwita, pączkuje, rozmnaża się i w końcu przeradza się w swojego znacznie bardziej niebezpiecznego starszego brata, czyn. I zaczyna się lawina......
Myśl pojawiła się dzisiaj ok godziny 16:00.
-Zbliża się weekend-powiedziała - można gdzieś wyjść, a nie kisić się w domu. Palce same sięgnęły po telefon i zaczeły układac teksty kolejnych wiadomości tekstowych. Najpierw napisały do pana A, pan A wielbiciel napoi owocowych o krótkim czasie fermentacji narzekał ostatnio że nie stać go na przesiadywanie w "ekskluzywnych" barach w jakich przesiadujemy, i z chęcią przeszedł by się do swojej ulubionej żulerni gdzie jego drugi ulubiony napój wyrabiany na bazie chmielu kosztuje tylko 3.50 zł. Kilka dni pózniej opowiedziałem o tym pomyśle panu B. A że pan B również groszem nie śmierdzi, a takie same napoje lubi osiągnęliśmy natychmiastowe porozumienie.
Kolejna wiadomość poszła więc do pana B, następna do pana C, D, E, i pań F i G.....Po namyśle ręce moje postanowiły napisać do pani H.
Pani H należy się osobny akapit, jest to bowiem ciekawy przypadek. Znacie takich ludzi którzy do tego stopnia uwielbiają swój dom ze staja się jednym z mebli, jakie domostwo ma na wyposażeniu ? Ja znam. Pani H jest właśnie takim przypadkiem, od dłuższego czasu próbuję jej pokazać że może warto poznać jakieś nowe meble, wstawić do salonu nową półeczkę, tapczanik.....Niestety przeprowadzki zawsze ciężko mi szły.......
No ale w końcu skoro Kopernik ruszył ziemię...........
Jakieś kilka minut później pojawiają się pierwsze odpowiedzi. Najpierw pisze pan C, nie wie czy mu się uda, bo może jutro pracować. Standard. Potem dzwoni pan E, nie może bo pracuje. No cóż i tak dobrze ze nie wyjechał za granice do roboty........Pani F ma ospę, lepiej niech nie przyjeżdża, chyba że w kombinezonie ochronnym. Zaś pani G umówiła się z chłopakiem.
No i fajnie, nie mam do tych ludzi żalu. Ciężko oczekiwać że skoro ja nie mam życia to oni się do mnie dostosują, prawda ? Wręcz przeciwnie jestem im diablo wdzięczny, przynajmniej tym którzy stawiają na szybkie męskie decyzje.
Kulminacja nadchodzi jednak wieczorem, gdy na żywo próbuję dojść z panem A i B oraz panią H, do jakiegoś konsensusu na temat miejsca spotkania. Wyobraźcie sobie, komunikator internetowy, i trzy otwarte okienka jednocześnie mrugające w twoim kierunku z wściekłością. Nowe koncepcje powstają z szybkością światła. Pani H nagle postanowiła wyjść na miasto poszaleć (w odpowiednio bezpiecznej odległości od swojego domu oczywiście) i już już TERAZ chce znać odpowiedz. Pan A jeszcze się waha, nie rozumiejąc dlaczego komuś nie podoba się przesiadywanie w barze w którego toalecie codziennie rodzą się nowi mieszkańcy Częstochowy. A pan B nagle po miesiącach nieustającej libacji znalazł nowa drogę życia i pragnie świeżego powietrza. Na początku marca. Przy wietrze który nawet najstarszym góralom wyrywa protezy zębów.
Nagle zrozumiałem uniwersalną prawdę. Po godzinach obmyślania strategi które Pattona wysłały by na przyśpieszoną emeryturę w zakładzie dla taktycznych inaczej, ukazał mi się Budda i osiągnąłem Nirvanę.
-Pierdol znajomych- powiedział - zostań w domu i przeczytaj książkę. Obejrzyj film, graj w Mario przez cały dzień, onanizuj się przy pomocy rury od odkurzacza. Rób cokolwiek.COKOLWIEK. Tylko kurwa nie wychodź z domu.
Ciężko się nie zgodzić. W końcu to Budda.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Na usprawiedliwienie pani H mam tylko jedno... Pamiętaj, że pani H prowadzi dziwne życie i ma delikatnie zrytą głowę. poza tym... na "Ha" zaczyna się "chujowy, chujowa, chujowo" :]
Prześlij komentarz