Wpatruje się.
Przywykłem już do wpatrywania się w tą straszną pustą przestrzeń którą muszę zapełnić swoimi przemyśleniami. Jak zwykle takie wpatrywanie do niczego nie prowadzi. Zbyt blisko ikonki z napisem "Mozilla", zbyt blisko ulubionego serwisu filmowego, zbyt blisko forum na którym setki ludzi czekają żeby im udowodnić że moja prawda jest najmojsza, zbyt blisko stron z pornosami (serio, wiedzieliście że istnieje pornograficzny odpowiednik YouTube ?) (czy w nawiasach można stawiać znaki zapytania ?).....
Must write blog......Must focus......
Słowem nie wiem co napisać, złapałem jakąś bloggerską blokadę twórczą. Pewnie że mógłbym iść na łatwiznę, kogoś obchodzi co jadłem na śniadanie ?
Jadłem płatki na śniadanie, z mlekiem....Czekoladowe moje ulubione, więc dzień zaczął się nieźle, ale potem przyszła ta irytująca sąsiadka której znowu zawiesiła się komórka.....
Czy naprawdę kogoś to obchodzi ? Kto chce znać zawartość mojego żołądka ? Chyba tylko najbardziej zdesperowani fani reality show którzy wciąż nie mogą się pogodzić z faktem że telewidzowie ostatnio bardziej się interesują czy Edyta Herbuś potrafi śpiewać/tańczyć/przeżyć spotkanie z tygrysem syberyjskim uzbrojona tylko w krzesło i zatemperowaną marchewkę (?). Naprawdę w tym miejscu sam bym przestał czytać swojego bloga, chyba że pani Ziuta z domu obok nagle okazała by się kontaktem arabskich fundamentalistów a do mojego mieszkania wpadłby agent Jack Bauer wymachując pistoletem.......Doprawdy nikogo nie obchodzi co jesz na śniadanie uparty blogowiczu/blogowiczko, wszyscy maja gdzieś twoje zakupy/zdjęcia twojej rodziny/czy ulubiony rodzaj musztardy.
Jeśli naprawdę chcesz żeby ludzie z wypiekami na twarzy czytali o twojej nowej roślinie doniczkowej musisz spełnić jeden podstawowy warunek.
Byc sławny/a. Występować w jakiejś telenoweli która gości w domach polskich gospodyń domowych/"zbuntowanej" młodzieży (lepsza jest ta druga grupa społeczna, bo ta pierwsza często nie wie jeszcze co to internet), być żoną znanego piłkarza, albo znanym piłkarzem, czy ewentualnie wygrać jakiś popularny program z cyklu "na krzywy ryj do tv" (w tym ostatnim przypadku należy korzystać z możliwości póki są one dostępne, to jest do kolejnej edycji tegoż programu). Wtedy gwarantują, twój blog będzie miał setki tysięcy wejść rocznie (tak samo jak twój śmietnik).
Oczywiście zdaje sobie sprawę że właśnie obraziłem jakieś 99% swoich znajomych która prowadzi blogi, cóż żeby nie było ze potrafię tylko narzekać postaram sie chwycić w swoje ręce ciężki ster inspiracji.
Natrafiłem ostatnio na dość ciekawa książkę autorstwa nieznanej w naszym kraju niewiasty o imieniu Margaret Mason. Książszczyna ta zwie się "
No One Cares What You Had for Lunch: 100 Ideas for Your Blog", i jak można się domyśleć z tytułu (speak english or die) dotyczy praktycznej sztuki czynienia swojego bloga interesującym. Autorka podaje również kilka przykładów które chciałbym w dzisiejszym tekście wyszczególnić (mam nadzieję że nie łamię żadnych praw autorskich czy cuś).
I tak jako przyklad z numerem primo mamy bloga autorstwa niejakiej Heather Powazek Champ (www.hchamp.com) która mieszka w San Francisco, nakłania ludzi do robienia sobie kapeluszy z foli i nie opuszcza domu bez aparatu (co mi przypomina pewna osobę, jeśli to czytasz you know who you are). Heather podjęła się pewnej specyficznej misji........
"Kiedy zostanę królową moim pierwszym dekretem będzie rozkaz prawidłowego umieszczania papieru toaletowego w pojemnikach do tego przeznaczonych.(...) A co z wygoda użycia, zapytacie ? Mam gdzieś wygodę użycia. Chcę żeby świat był piękniejszym miejscem, i zacznę od twojej toalety. Dziękuję."
Chore ? Tak. No i co z tego ? Chore jest interesujące, normalne jest nudne.
Poza tym na stronie Heather można zobaczyć kilka fajnych fotek, o dziwo nie papieru toaletowego......
Kolejny przykład, strona młodej amerykanki Sary Brown (http://www.queserasera.org/). W 2001 roku dziewczyna zaczęła wysyłać swoim przyjaciołom maile z najbardziej miażdżącymi fragmentami swoich starych dzienników. Inicjatywa ta szybko przerodziła się w blog internetowy, obecnie odbywają się nawet spotkania ludzi którzy czytają na głos (!) swoje stare wiersze, pamiętniki, listy.... I to wszystko dzięki jednej osobie która postanowiła stanąć twarzą w twarz ze swoim siedemnastoletnim przewrażliwionym, infantylnym alter-ego.
Szkoda że sam wywaliłem swoje "dzienniki", szkoda że sam na to nie wpadłem, ten pomysł jest taki dobry.......
Jednym słowem, zawsze można dać od siebie coś ciekawego, intrygującego i oryginalnego. Trzeba tylko użyć odrobiny wyobraźni by znaleźć złoty środek.
Jak tylko go znajdę dam wam znać.
Więcej niż jedno słowo...cóż.